Na temat

Bez hybryd, ale z wodorem. Polska może być energetyczną potęgą

wodor-tankowanie-wodoru

Jeśli ustawa o elektromobilności nie zmieni swojego kształtu, tradycyjne hybrydy nie zyskają w Polsce na popularności z uwagi na brak zachęt ekonomicznych dla ich potencjalnych nabywców. Nowe przepisy obejmą jednak samochody wykorzystujące wodór. Stacji tankowania tej substancji w Polsce na razie brak, a potencjał jest ogromny.

Deklarację dotyczącą miliona samochodów elektrycznych na polskich drogach do 2025 roku można włożyć raczej między bajki. Oferta pojazdów jest zbyt uboga, zniżki zaproponowane przez władze są śmiesznie niskie, a fakt, że prąd w naszych gniazdkach wytwarzany jest z węgla, dodaje całej sprawie klimatu rodem z produkcji Monty Pythona.

Jednak w zapiskach ustawy, która prawdopodobnie zostanie uchwalona w rekordowym tempie, znaleźć można interesujący pomysł. Faworyzowane mają być samochody wykorzystujące wodór. Technologia jest tak zaawansowana, że została wykorzystana przez NASA przy lotach na orbitę… jeszcze w latach 60. ubiegłego wieku, przy okazji programu Gemini. Zasada działania ogniw paliwowych znana była już w 1839 roku. Samochody napędzane wodorem pozwolą na pokonywanie kolejnych kilometrów nieco taniej niż w przypadku korzystania z tradycyjnych paliw, a co najważniejsze, bez trucia środowiska.

Nie da się tego jednak sprawdzić na naszych drogach, ponieważ jedyna stacja wodorowa przygotowana przez Orlen powstała w Niemczech. Polska firma chce na razie zebrać doświadczenia przed ekspansją alternatywnych paliw w naszym kraju. W Niemczech takich stacji jest kilkadziesiąt. Choć Instytut Transportu Samochodowego oraz Polska Grupa Energetyczna już w 2015 roku informowały o budowie dwóch stacji tankowania wodoru (w Warszawie i Poznaniu), korzystanie z auta wodorowego w Polsce jest w praktyce niemożliwe.

Stacja tankowania wodoru nie różni się znacząco od innych punktów

W swoje ręce sprawy postanowiła wziąć Toyota, która chce przygotować jedną ze stacji razem z wybranym partnerem. Na liście znalazły się Orlen, Lotos, Grupa Azoty czy Tauron. Jak dowiedzieliśmy się od przedstawicieli Toyoty, marka zamierza się podzielić doświadczeniami związanymi z transportem oraz przechowowywaniem wodoru. Stacja powstanie w ciągu kilkunastu miesięcy dzięki zaangażowaniu polskiego i unijnego kapitału – najprawdopodobniej w Warszawie.

W przemyśle spożywczym czy chemicznym wytwarzamy okrągły milion ton wodoru – i to jako produkt uboczny. Jak podczas Forum Ekonomicznego w Krynicy w 2017 roku wspominał Witold Nowicki, dyrektor handlowy Toyota Motor Poland, przemysł to nie jedyne potencjalne źródło tego nośnika. Wodór można też produkować m.in. z polskiego węgla.

Gazyfikacja węgla polega na jego wypalaniu razem z parą (czynnikiem zgazowującym), a efektem końcowym jest wodór i dwutlenek węgla, który można wykorzystać w przemyśle. Z tony węgla można wyprodukować paliwo dla samochodu na 18 tys. km! Japończycy kupują wodór z Australii, która aktywnie wykorzystuje gazyfikację. My możemy wykonywać taki zabieg u siebie. Milion ton produkowanych w Polsce to już 5 mln jeżdżących bezemisyjnie pojazdów. Nawet polskiej produkcji, bowiem Ursus zaprezentował już autobus na wodór.

Choć pierwsze pomysły wykorzystania wodoru ograniczały się do używania go w silnikach spalinowych (BMW, Mazda), okazało się, że wodór jest nieco niestabilny przy regulacji zapłonu, a podczas jego spalania powstają tlenki azotu. Te same, które wywołały całą aferę dotykającą Volkswagena. Wodór można jednak wykorzystać do stworzenia energii elektrycznej. Zasada działania jest wyjątkowo prosta.

Nad napędem wodorowym pracuje też Hyundai

Gdy wodór i tlen łączą się w cząsteczkę wody, powstaje energia. Wiązania tych pierwiastków mają wyższą energię, gdy są pozostawione same sobie. Gdy już się połączą, energia wiązań jest mniejsza. Nadmiar energii przejawia się w formie ciepła lub też energii elektrycznej. Efektem ubocznym jest czysta woda – zdatna nawet do picia. Problemem nie są koszty wodoru (w przeliczeniu na kilometr jest nieco taniej niż w przypadku benzyny), lecz jego przechowywanie i infrastruktura.

Wodór niszczy metale, przez co do jego przetrzymywania trzeba było lat badań. Toyota w modelu Mirai wykorzystała zbiornik z tworzywa sztucznego, kompozytu z włóknem węglowym oraz włókna szklanego. Jeśli macie w pamięci obraz eksplodującego Hindenburga, w przypadku samochodów wodorowych nie ma się czego obawiać. Wodór jest 14 razy lżejszy od powietrza, przez co płomień jest wąski, pionowy i ma niską temperaturę. Co więcej, samo tankowanie trwa 4 minuty i nie jest trudniejsze od zatankowania LPG.

W Niemczech porusza się około 260 samochodów i 16 busów zasilanych wodorem. W Polsce nie ma żadnego takiego pojazdu, a ewentualne auta Toyoty czy Hyundaia (który też eksperymentuje z tym napędem) trzeba zamawiać indywidualnie. Nie ma sensu ich sprzedawać, skoro nie ma infrastruktury. Nie ma stacji, bo nikt by na nich nie tankował. Ktoś musi więc zrobić zrobić pierwszy krok.

Kliknij i skomentuj

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Do góry